Po raz drugi w dniach 10-11 listopada, spotkali się w Spale na zjeździe, przedstawiciele Stowarzyszenia Zasłużony Reprezentant Polski w Piłce Ręcznej. Z zaproszenia skorzystało 65 osób, które na stałe wpisały się w historię polskiego szczypiorniaka. Głównym punktem programu było nadanie Złotych Odznak ZPRP, które wręczał I Wiceprezes związku, Henryk Szczepański w obecności Przewodniczącego Janusza Czerwińskiego. Z Opolszczyzny przyjechali Edward Hyla, Piotr Sowada oraz związani dawniej z naszym regionem Andrzej Sokołowski, Piotr Przybecki, Piotr Czaczka. Nie mógł uczestniczyć w tym zjeździe Paweł Malaka. Na spotkanie przyjechał obecny trener Gwardii Rafał Kuptel.

Zbiorowe ZRPwPR

Członkowie Stowarzyszenia przyjęli sprawozdanie za pierwszy rok działalności oraz wprowadzili zmiany do Statutu. Podczas uroczystej kolacji wspominano wydarzenia z historii polskiej piłki ręcznej. Zobacz galerię zdjęć. Poniżej zaznaczeni w kółku uczestnicy wywodzący się z Opolszczyzny.

Zjazd 2

W opolskim dodatku Gazety Wyborczej ukazał się wywiad z Ryszardem Konfiszem, obecnym członkiem Zarządu OZPR. Dawny zawodnik Gwardii w rozmowie z red. Łukaszem Balińskim wspomina dawne czasy.

Poniżej pełna treść (wyd. z 10.08.2014 GW Opole) zob. oryginalna treść ze strony gazety

- Bywało tak, że napiliśmy się wódki dzień przed meczem, ale wtedy trzeba było zagrać tak, żeby nam tego nie wypominano. Wypruwaliśmy sobie flaki -opowiada Ryszard Konfisz, legenda Gwardii Opole

Łukasz Baliński: Pan grał w Gwardii na długo przed tym, jak wybudowali halę przy ul. Kowalskiej, nawet Okrąglak?

Ryszard Konfisz: Był za to obiekt sportowy przy ul. Domańskiego. I tam trenowaliśmy trzy, cztery razy w tygodniu, choć to i tak czasami się nie udawało, bo bywało tak, że pan dyżurujący mówił nam, że nie możemy wejść, bo np. wojskowi suszą sprzęt. W 1968 roku zbudowali Okrąglak i tam mieliśmy swoje miejsce i tam trenowaliśmy, ale też o dosyć późnych porach, bo pamiętam, że czasami samochód milicyjny mnie i kilku kolegów odwoził w nocy na dworzec, bo dojeżdżaliśmy pociągiem. Wszystko się poprawiło, jak oddali do użytku hale przy ul. Kowalskiej na początku lat 70.

Brak hali to chyba nie było jedyne utrudnienie?

 Trzeba pamiętać, że większość z nas pracowała i mieliśmy więcej zajęć. Dlatego też później zaczęliśmy walczyć o etaty, trzeba było przekonywać prezesa, że powinny być takie. Pytaliśmy: jak mamy rywalizować np. ze Stalą Mielec, która trenuje dwa razy dziennie, a my cztery razy w tygodniu? To jak spotkanie syrenki z wyścigowym samochodem.

Oczywiście mówili, że gadamy głupstwa, bo jak to tak? Nie pracować, a tylko grać? Potem się okazało, że niektórzy mogą iść na etat, a w przypadku innych był problem, bo Gwardia to był klub milicyjny, a nie wszyscy chcieli się do milicji zapisywać. To były inne czasy, ale w końcu dopięliśmy swego i mieliśmy dwa treningi dziennie i nawet jakaś odnowa biologiczna była. Tak że nawet zaczynało to w jakiś sposób przypominać zawodowstwo (śmiech).