Kilka firm, trochę domów, ośrodek szkoleniowy dla funkcjonariuszy służby więziennej, kościół i mała szkoła, która nawet nie dorobiła się własnej sali gimnastycznej. Tak wygląda Szczypiorno, jedna z dzielnic Kalisza, która bardziej przypomina wieś niż część ponad stutysięcznego miasta. Mimo to mieszkańcy Szczypiorna są dumni. To właśnie tam narodziła się w Polsce piłka ręczna. Gra, która dziś podbija serca biało-czerwonych kibiców. Szczypiorniak.
- Panie, to nie żadna piłka ręczna tylko szczypiorniak. Nauczcie się wreszcie w tej Warszawie. Tam, gdzie stoi ten czerwony budynek był dawniej obóz jeniecki. I więźniowie, legioniści Piłsudskiego zrobili piłkę ze starych szmat, gazet i zaczęli w nią grać. Szkoda było butów, więc grali boso, piłkę rzucali ręką. No i tak wymyślili szczypiorniaka. W piłkę ręczną to mogą sobie grać Niemcy. W Polsce gra się w szczypiorniaka. Zapamiętaj, pan raz na zawsze - poucza pan Stanisław.

Czerwony budynek o którym mówi mężczyzna, to Ośrodek Szkolenia Służby Więziennej, centralny punkt Szczypiorna. To tutaj przebiegała sto lat temu granica pomiędzy Wielkim Księstwem Poznańskim a Królestwem Polskim. Frontowy budynek ośrodka był kancelarią celną. W głębi mieścił się wojskowy szpital. Na murach z czerwonej cegły zachowały się jeszcze carskie insygnia. Na płaskim jak stół terenie wokół budynków, Niemcy w 1914 roku utworzyli obóz jeniecki. Najpierw więzili tam obcokrajowców - Ukraińców, Rosjan, Francuzów, Brytyjczyków. Trzy lata później dołączyli do nich zbuntowani żołnierze Legionów Polskich, którzy odmówili przysięgi na wierność cesarzowi. Internowano około czterech tysięcy żołnierzy, wśród nich 20-letniego wówczas Władysława Broniewskiego. Poeta w swoich pamiętnikach tak wspominał pobyt w obozie.
"Pobyt w obozie jenieckim w Szczypiornie zawsze kojarzyć mi się będzie z zupą z brukwi, suchym chlebem, czarną kawą i zabawą Szmacianką..." - pisał Władysław Broniewski.

Szmacianka to piłka uszyta z worka, starych szmat i gazet. Legioniści zaczęli w nią grać, by zabić obozową nudę. Piłki nie kopali, szkoda im było butów. Grali boso, po jedenastu w każdej drużynie. Piłką rzucali. "Szczypiorniak" tak ich zajął, że w obozie zaczęto rozgrywać międzynarodowe turnieje. Na błotnistym placu między barakami. Mimo głodu i urągających człowiekowi warunków.
- Teorii na temat początków szczypiorniaka jest kilka. Jedna mówi, że to wartownicy niemieccy nauczyli naszych legionistów grać w piłkę ręczną. Według drugiej teorii to sami oficerowie Legionów, zorganizowali różne formy życia obozowego – od kursów buchalterii, właśnie po grę w szczypiorniaka. Wszystko po to, by utrzymać dyscyplinę wśród żołnierzy - mówi nam Tomasz Barna, rzecznik prasowy Centralnego Ośrodka Szkolenia Służby Więziennej w Szczypiornie.

Barna oprowadza po ośrodku. Śladów pierwszych piłkarzy ręcznych zostało jednak niewiele. Między budynkami kawałek pola, na którym stał obóz, i gdzie legioniści mogli uganiać się za szmacianką. W latach dziewięćdziesiątych zawodowi już piłkarze ręczni rozegrali na tym placu pokazowy mecz. Na duże bramki, w jedenastoosobowych zespołach. Dokładnie tak jak legioniści. Zachowało się też trochę archiwalnych zdjęć, ale na żadnym nie widać grających żołnierzy. Co najwyżej ćwiczących podczas porannej gimnastyki. Meczów w szczypiorniaka nikt już nie fotografował. Najlepiej zachowanym źródłem są zapiski internowanych legionistów.

"W ciągu dnia koledzy biegali za szmacianką, całe dnia, zapominając ze są internowani. A wieczorami 'legiony' prześpiewały żołnierskie pieśni i wznosili na cześć Marszałka okrzyki" - czytamy w pamiętnikach Władysława Broniewskiego.

Z kolei Ludwik Dudziński, w swoim "Dzienniku legionisty" pisał, że "jeśli kiedyś wyjdziemy żywi z obozu, a nowa rozumniejsza gra zyska prawa obywatelstwa u innych miłośników sportu, wówczas ten jeden choćby wynalazek będzie nas bronił przed zarzutami bezowocnego pobytu w Szczypiornie".

- Gdyby nie pamiętniki legionistów nikt by nie wiedział, że w Szczypiornie narodziła się piłka ręczna. Nic innego się nie zachowało - mówi Jerzy Aleksander Splitt, dyrektor Muzeum Okręgowego Ziemi Kaliskiej.

Tomasz Barna: - Na jednym z naszych budynków jest tablica upamiętniająca powstanie szczypiorniaka właśnie u nas. Dwa lata temu w ośrodku odbyły się uroczystości 90-lecia piłki ręcznej w Polsce, a w samym już Kaliszu pokazowy mecz reprezentacji Polski z kadrą Gruzji. Na bramie przed ośrodkiem powiesiliśmy wtedy afisz informujący, że tu narodził się szczypiorniak. Nie zdjęliśmy go do dziś. Niech ludzie widzą, że tu jest kolebka tej dyscypliny.

Nie wszyscy jednak chcą w to wierzyć. Mieszkańcy Śląska oponują, że w "handball" grali już wcześniej niż jeńcy w Szczypiornie. Nauczyć zasad mieli ich właśnie Niemcy. W Szczypiornie nikt jednak nie ma zamiaru wdawać się w słowne utarczki. Wszystkim wystarczy, że dyscyplina zaczerpnęła nazwę właśnie od ich miejscowości. To dla nich największy dowód na to, że są kolebką dyscypliny, która dziś podbija serca Polaków.
Zresztą całe Szczypiorno żyje występami naszej reprezentacji na każdych międzynarodowych zawodach. Wszyscy trzymają kciuki za "chłopców Wenty". I bezgranicznie wierzą w medal. Optymistą jest Emil Kowalski, uczeń czwartej klasy miejscowej podstawówki. Chłopak jednym tchem wylicza nazwiska naszych szczypiornistów - Bielecki, Szmal, no i bracia Lijewscy, prawie miejscowi, bo rozpoczynający swoje międzynarodowe kariery w oddalonym o zaledwie kilkanaście kilometrów Ostrowie Wielkopolskim.
- Nieźle grają. Tylko raz zremisowali, a tak to same zwycięstwa. Będzie medal - mówi pewnie Emil.

Gdy piłkarze ręczni rywalizują w Austrii, w domu Emila wszyscy siedzą przed telewizorem i dopingują. W ciągu dnia Emil i jego o dwa lata starszy brat Czarek wpadają, mimo zimowych ferii do szkoły. Porzucać trochę piłką do ręcznej.

- Jeszcze zanim spadł śnieg to wychodziliśmy na lekcjach wuefu na boisku i czasami graliśmy w szczypiorniaka. Teraz jest trochę trudniej, bo jest zimno, ale porzucać piłką w szkole zawsze można - przekonuje Czarek.

Problem rzeczywiście jest - przyznaje Izabela Pietrzak, dyrektorka szkoły podstawowej nr 21 w Szczypiornie. - Szkoła stoi dokładnie na terenie, gdzie był obóz legionistów. Na lekcjach staramy się wpajać dzieciakom wiedzę również o szczypiorniaku, bo to przecież tradycja ich rodzinnej miejscowości. Ale jak mamy uczyć grać w piłkę ręczną, skoro nawet nie mamy sali gimnastycznej - żali się Pietrzak.

Dyrektorką jest niecałe trzy lata. Obejmowała stanowisko niedługo po tym, jak polscy piłkarze ręczni zrobili właśnie furorę na Mistrzostwach Świata w Niemczech w 2007 roku. Przywieźli z mistrzostw srebrny medal ustępując w finale gospodarzom turnieju. Szczypiorno żyło sukcesem reprezentacji. W Dorośli rozmawiali o szarżach Bartosza Jureckiego czy ekwilibrystycznych wręcz interwencjach Sławomira Szmala. Dzieci na przerwach w szkole licytowały się kto był najlepszym piłkarzem polskiej kadry. Pietrzak postanowiła to wykorzystać. Chciała zarazić dzieci chęcią do gry, może dlatego, że sama w młodości stała na bramce w szkolnej drużynie szczypiorniaka. Dyrektorka kupiła piłkę do ręcznej. Wciągnęła do gry nauczycieli. Wuefiści na lekcjach tłumaczyli zasady szczypiorniaka i organizowali mecze, historycy opowiadali o "legunach co w obozie wykombinowali nową grę". Zaskoczyło. Młodzież złapała bakcyla. Zaczęli uganiać się za piłką, jak kiedyś legioniści Piłsudskiego. Szkoła choćby w ferie organizuje dla nich zajęcia ze szczypiorniaka. Uczniowie ćwiczą po sąsiedzku - w sali ośrodka szkoleniowego dla funkcjonariuszy więziennictwa. Co drugą sobotę.

- Gdyby szkoła miała salę gimnastyczną moglibyśmy grać częściej. Tak to musimy czekać aż przyjdzie wiosna i zrobi się ciepło. Będziemy mogli zagrać na boisku - mówią zgodnie bracia Kowalscy.

- Właśnie tak to u nas wygląda. Mamy wielki atut promocyjny, a nie potrafimy go dobrze wykorzystać. Tutaj na miejscu, każdy niby wie, że jesteśmy kolebką szczypiorniaka, ale wystarczy pojechać do centrum Kalisza, żeby przekonać się, że w mieście króluje siatkówka. A w Poznaniu to jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś mówił o Szczypiornie, jako o stolicy piłki ręcznej. Smutne - mówi Tomasz Chajduk.

Tomasz studiuje ekonomię na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu, urodził się jednak w Szczypiornie, interesuje się jego historią. Postanowił założyć osiedlową stronę internetową, na której promuje dzieje Szczypiorna. Najwięcej miejsca poświęca oczywiście Legionom Polskim. Tekstów o początkach szczypiorniaka też nie mogło zabraknąć w serwisie.

- Staram się, żeby nikt o Szczypiornie nie zapomniał. Dzieciaki niby wiedzą, że wszystko tu się zaczęło, ale jak nie będziemy im tego powtarzać, to szybko zapomną. Tym bardziej, że śladów po legionistach za wiele nie zostało. Jedna tablica na ośrodku więziennictwa, druga na kościele, trochę starych zdjęć, pamiętniki byłych więźniów i to wszystko. Historię musimy przekazywać sobie z ust do ust - wylicza Tomasz.  

Nowy rozdział...

Coś jednak drgnęło. W 2007 roku, po wspominanym już sukcesie polskich piłkarzy ręcznych na Mistrzostwach Świata w Niemczech, w Kaliszu reaktywowano drużynę piłkarzy ręcznych. Nazwa symboliczna - Szczypiorno Kalisz. Team gra na razie w drugiej lidze i w tym sezonie ma wciąż szanse na awans, choć ostatni mecz kaliscy szczypiorniści przegrali różnicą zaledwie dwóch punktów. W Szczypiornie wszyscy jednak wierzą, że drużyna odzyska blask i zacznie święcić tryumfy, choćby na krajowym podwórku.

- Wtedy może w tej Warszawie przestaniecie mówić o piłce ręcznej, a zaczniecie o szczypiorniaku - przypomina pan Stanisław.
Materiał ze stycznia wp.pl Autor: Maciej Stańczyk